"Jurorzy wszystkich krajów łączcie się!"

Kończąca się właśnie w Biurze Wystaw Artystycznych w Rzeszowie wystawa "Obraz, grafika, rysunek, rzeźba roku 2011" skłania do pewnych refleksji. Zwykle przy takiej okazji recenzje popierają osoby nagrodzone, umiarkowanie krytykując poziom wystawy i poszczególnych autorów. My chcielibyśmy jednak poświecić trochę uwagi jurorom, ponieważ im też się cos od życia należy. Nie dlatego żebyśmy specjalnie tych jurorów nie lubili. Otóż mieszczą się oni w ogólnej tendencji do ... tendencyjności, co w tym miejscu chcielibyśmy podkreślić. Skoncentrujmy się na ich wypowiedziach w katalogu, które , chociaż skrótowe, demaskują ich podglądy, co do których mamy inne zdanie. Zarówno osoby odrzucone, jak i przyjęte na wystawę, nie zgadzają się na traktowanie wystawy jako konfrontacji, wyścigu i rywalizacji młodych i "starych". Ta wystawa, tak jak inne, była okazją do zaprezentowania wspólnych zainteresowań, fascynacji, wzajemnych wpływów, swoistego dialogu, odbywającego się przy pomocy środków plastycznych. Czy autorzy uczestniczący w wystawie, oraz ci odrzuceni podjęli wyzwanie dotyczące "wyrażania współczesności" , oraz, czy użyli odpowiednich do tego środków plastycznych – tego nie dowiemy się z wypowiedzi jurorów. A szkoda. Jurorzy za to w swych wypowiedziach zasygnalizowali zagadnienia naszym zdaniem nieistotne, tak jakby chcieli zakamuflować swoje niezbyt trafne wybory. Jeżeli wystawa jest wyścigiem, dążeniem do doskonałości , to powinniśmy postawić podium i pokazać tylko osoby zwycięskie! Technika i terminologia sportowa tak wpłynęła na nasze poglądy i "światopogląd" jurorów, że umknęły im zagadnienia, które co najmniej od czasów impresjonistów, a także od momentu odkrycia sztuki ludów prymitywnych, art. brut itd., zwróciły uwagę na inne aspekty plastyki, nie tylko akademickiej. Być może rację miał ST. Madeyski mówiąc o tym, że na salonach i festiwalach obecnie królują sztuki brzydkie. Jurorzy próbują realizować to po swojemu. Bo tak jest przyjęte. Co wykracza poza "klasykę" jest "be" . Wydaje się, w tej sytuacji, że komisje są po to, by uzasadnić istnienie profesorów (akademickich, a obecnie także uniwersyteckich) . Niektórzy powiedzą, że podważamy autorytet komisji, która jest niezależna, niezawisła i nietykalna i której werdykt jest ostateczny i niepodważalny. Z podobnego powodu w 1978 roku w Przemyślu, członek komisji pani M.W. była oburzona, że jeden z autorów przedstawił swoje prace innej komisji w Rzeszowie. Tak samo w 1905 roku Gustaw Klimt, nie zważając na werdykt 89 profesorów, wysłał swoje prace na wystawę w Paryżu i zdobył złoty medal! A przecież autor ma zamknąć gębę, skulić ogon i zajmować się (tylko) swoją – (plastyczną) pracą. Malarz jest od malowania, tak jak d… od s… , jak powiedział pewien ulubiony autor z Rzeszowa, a wtórowała mu czołowa krytyczka. Koniec, kropka i bez dyskusji! Jeden z jurorów wystawy "obraz roku…" podkreśla brak obecności mediów nowoczesnych. Działania wykraczające poza plastykę, a także integracja sztuk są ze wszech miar celowe i zasadne. Datują się one przecież już od czasu oper, a potem filmu. W naszych warunkach zajmowanie się tradycyjnymi technikami jest adekwatne do sytuacji w których żyjemy. Wydaje się, że tradycyjne media się nie zdewaluowały. W każdym razie należałoby docenić próby wykrzesania z nich jeszcze innych możliwości. To jest tak, jakby autorzy posługiwali się ograniczonymi środkami. Przypominamy maksymę: "Ograniczenie stwarza mistrza" Jasne, że należy też popierać młodych, co również zaakcentował wspomniany juror. Ich świeże spojrzenie, pomysły, brak rutyny. Czy trzeba jednak ignorować doświadczenie, zdolność do odwoływania się do tradycji, pogłębiony stosunek do rzeczywistości autorów trochę starszych? Tego nie dowiemy się z wypowiedzi jurorów. Jurorzy zostali przedstawieni w skrótowym życiorysie. Naczialny juror wystawy dodał od siebie, że "jest wiernym fanem jamnika szorstkowłosego itd." Dziękujemy za tak ważne informacje o faktach, które być może w znaczący sposób wpływają na Jego życiowe, oraz artystyczne postrzeganie świata… Taki sposób wypowiedzi jaki jurorzy zaprezentowali w katalogu, świadczy albo o nieco lekceważącym stosunku do osób uczestniczących w wystawie (konkursie) albo o niezbyt wysokim poziomie intelektualnym komisji, co należało by jednak wykluczyć, ponieważ większość jurorów wywodziła się ze środowisk akademicko-uniwersyteckich. Z wyborem prac na wystawę i wyborem prac nagrodzonych nie zgadzamy się. Mogło być lepiej. Ale może o to chodzi. Im gorzej, tym lepiej. Prace, które w największym stopniu wyrażają ducha dekadencji, upadku, pesymizmu, marazmu i beznadziejności człowieka wobec otaczającej rzeczywistości, są najlepsze! Stąd takie, a nie inne wybory komisji. Gdybyśmy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o jurorach i ich poglądach z Internetu, to spotka nas zawód. Niektórymi zaś nagraniami jesteśmy wręcz zdruzgotani artystycznie…

Z poważaniem autorzy uczestniczący w wystawie JT, SS, AK, WP, LK, KW, JB i inni
Rzeszów 7.01.2012


Sprawozdanie z wystawy plenerowej w Rzeszowie
przy ulicy 3-go Maja 26

Rozpoczęta we wrześniu 2003 roku, plenerowa, zmienna wystawa nazwana później "Rzeszowski Montrmartre" odbywała się w następnych latach w każdą niedzielę, a w latach 2004-2005 także dodatkowo w inne dni tygod-nia. Wzbudziła ona duże zainteresowanie przechodniów. Zwłaszcza, że od 2004 roku dołączyłem do niej ponownie podjętą działalność w zakresie układania satyrycznych, prospołecznych, a czasem "lekko" politycznych wierszy. Była to nowość, nie spotykana na innych tego typu wystawach, nie tylko w Polsce. Proszę zauważyć : na pewnej przestrzeni miałem szansę pokazać w danym czasie do 20-tu plansz 30 x 42cm, zapełnionych tekstami i obrazami na papierze, oraz ponad 40-ci małych obrazów conajmniej kilku autorów, umieszczonych na murku ponad nimi. Dla przykładu: w Krakowie i Warszawie prace ustawione są na stelażach, lub na murze, i nie da sie odróżnić jednej wystawy od drugiej. Często autorzy stłoczeni są obok siebie, jak na przykład w Moskwie. ( Mam na myśli oczywiście najbardziej znane miejsca) No i te teksty (oraz inne elementy) na planszach, które odróżniały moją wystawę od innych. Miejsca w Rzeszowie jest więcej, co wielokrotnie sugerowałem zainteresowanym,zwłaszcza, że od początku uzyskałem przychylną akceptację dyrektora Muzeum. Wystawa mogłaby się więc rozszerzyć po drugiej stonie ulicy. Przez lat z górą 5 nikomu nie chciało się dołączyć do wystawy, jeśli nie liczyć sporadycznych przypadków i okresowej działalności Pana A.Dykmana. Plastycy zawodowi traktują wystawianie na ulicy z uprzedzeniem, jedynie od święta decydują się na to. Być może spowokowałem powstanie pomysłu pod tytułem " Święto Ulicy Pańskiej" (2005 rok). Inicjatywa ta, z wielkim udziałem sił i środków gromadzi jednego dnia w roku na ulicy 3-go Maja wiele stoisk ludowych,artystycznych, edukacyjnych, kulinarnych, muzycznych koncertów itd. Poza tym dniem na ulicy 3-go Maja jest cicho i spokojnie. No chyba, że jeszcze dodamy Święto Chleba i Festiwal Zespołów Polonijnych. A także hałaśliwe koncerty muzyczne organizowane przy innych okazjach. Stoisk plastycznych typu Montrmarte jak nie było, tak nie ma. Powodem drugim dla którego nikt do tej pory na dobre nie włączył się do mojej wystawy, jest żenujący brak potrzeby współpracy i Solidarności wśród plastyków. Dlatego mamy takie ogólne lekceważenie plastyki. Jeżeli ja podpowiadam autorom innych wystaw, na przykład w Ratuszu, że trzeba by było zadbać o plakat, dyżury na wystawie, wywiady radiowe, czy telewizyjne, to nie po to, aby się wymądrzać, lecz po to by kontynuować to, co inni już zobili. Sam organizowałem 5 wystaw zbiorowych w Ratuszu i zależy mi na tym, aby ta Galeria była znana i aktywna. Efekt jest taki, że " każdy wie najlepiej" i wystawa kończy się na wernisażu, podczas gdy można zrobić coś więcej... Wracając do mojej wystawy plenerowej... W 2008 roku będę ją kontynuował w co 2-gą niedzielę (oprócz stycznia i lutego). Oczywiście mile widziane dołączenie innych '' stoisk'', oraz innych autorów. Moja wystawa z konieczności zawiera elementy edukacyjne i jak się wyraził w pisemnej opinii prof. dr hab. Sylwester Czopek, dyr. Muzeum, zawiera również aktualności z życia społecznego i elementy historyczne. Nie ma charakteru typowo handlowego, tak jak w innych miastach. W następnych latach wystawa będzie się odbywała jeszcze rzadziej, może raz w miesiącu. Jest więc aktualnie okazja po temu, aby zakupić obraz z wystawy tego czy innego autora, za wyjątkowo (jeszcze) przystępną cenę.

Włodzimierz Piętal
Rzeszów 04.12.2007


Do Zarządu Miasta Rzeszowa
za pośrednictwem Pana W.Piętala

Aby prawdziwie opisać obecny stan kultury Rzeszowa a zarazem nie narazić się ludziom i władzom odpowiedzialnym za taki stan rzeczy, trzeba uciekać się do języka naprawdę wyrafinowanej dyplomacji. Na takiej pustyni kulturalnej jaką stał się obecnie Rzeszów nieliczne osoby pokroju Włodzimierza Piętala winny być tępione z całą stanowczością. Przychodzą im bowiem do głowy różne nieodpowiedzialne bezeceństwa. Takim nie wystarczają Rzeszowskie Spotkania Teatralne albo super wystawa "Bliźniemu swemu". Zamiast chodzić na Podpromie i ryczeć z gazowej trąby podczas meczów siatkówki, wymyślają pożal się Boże !, ... "Rzeszowski Montrmartre". Dobre sobie! Takich trzeba tępić z całą stanowczością! Sam widziałem jak w wolne soboty* Pan Włodzimierz Piętal taszczył dwie walizki z obrazami z ulicy Hetmańskiej na ulicę 3-go Maja. Wielmożna Władza z Rzeszowskiego Ratusza: A co na to Urząd Skarbowy? Jeżeli Pan Piętal nie tylko pokazuje przechodniom te, pożal się Boże obrazy, ale jeżeli nie daj Boże sprzedaje je ? I nie odprowadza podatku do miejskiej kasy? Takich trzeba tępić z całą stanowczością! Na początek przegonić z ulicy 3-go Maja Dlaczego moi znajomi odwiedzający Rzeszów mają mówić nieopowiedzialnie że ulica 3-go Maja w Rzeszowie przypomina im Wiedeń, albo inne miasteczka w poludniowych Niemczech? Pana Wodzimierza Piętala obserwowali jak małpę zoologiczną, kazali sobie tłumaczyć teksty jego wierszyków i uśmiechając się z pobłażaniem, mówili że to ... Lepiej przemilczę... Rzeszowski "Montmartre"? Czy w Unii Europejskiej istnieje jakiś program o nazwie "Rzeszowski Montmartre"? Pan Włodzimierz Piętal twierdzi, że integruje środowisko rzeszowskich plastyków. Czy istnieje środowisko rzeszowskich plastyków ? Władze miasta swoje nagrody kulturalne muszą po kilka razy przyznawać tym samym osobom! Czy jakiś profesor belwederski z Uniwersytetu Rzeszowskiego będzie swe dzieła prezentował pod ścian kamienicy przy ul. 3-Maja? Takich jak Włodzimierz Piętal trzeba tępić z całą stanowczością! Oświadczam lolajnie w tym miejscu, że Pan Włodzimierz Piętal zwrócił się do mnie z prośbą, abym napisał coś, coby pomogło mu kontynować, pomimo licznch przeciwności, inicjatywę kulturalną, oraz artystyczną jaką podjął kilka lat temu i jaką nazywa "Rzeszowskim Montmartrem". W ramach takiego przedsięwziecia od kilku lat prowadzi nieoficjalną, ale chyba właśnie dlatego naprawdę żywą, autentyczną galerię sztuki współczesnej. Rzeczywiście taką samą, a może nawet lepszą, jak tego typu galerie istniejące obecnie w dzielnicy Montmarte w Paryżu. Powiedział że zależy mu na tym, aby władze Rzeszowa przekonać do swego przedsięwziecia, aby może nawet uzyskać jakieś poparcie, może, choć to właściwie niemożliwe, jakiś życzliwy patronat Właścicieli Ratusza. Panie Włodzimierzu! Tym niemniej napisałem. Jak każdą uniżoną petycję do najwyżych władz i ja pozwalam sobie zakończyc niniejsze podanie do Prezydenta oraz Zarządu Miasta Rzeszowa nieśmiałym apelem: Pomóżcie Panu Włodzimierzowi Piętalowi! Naszemu wspaniałemu Judymowi!

Recenzja Pana mgr Jacka Kawałka, historyka sztuki,
v-ce dyrektora Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie.
1 połowa 2006 roku


Dziwna Wystawa...

No i doczekaliśmy się. Artyści wyszli na ulicę! W ostatnich latach na ulicy 3-go Maja, w niedzielę, naprzeciw Muzeum można było zobaczyć dziwną wystawę. Nie żeby jakieś duże dzieła, ale małe obrazy, plansze z tekstami i jakimiś ilustracjami. Takie ni to ni sio, takie byle co, byle co, byle co. Trudno się połapać o co w tym wszystkim chodzi! Trudno wyłapać autora, bo nazwisk można się było doszukać kilku. Wiadomo że liczą się tylko duże dzieła, a te tutaj pokazywane się nie kwalifikują, trudno je z drugiej strony zaliczyć do miniatur. Tematyka ich zdaje się trochę rzeszowska, ale i egzotyczna jak gdyby... A plansze: niby plakaty, niby wiersze i jakieś pouczenia... Po co to komu? Jakieś ilustracje z gier komputerowych? Gry komputerowe (i planszowe ) mają się dobrze i nie trzeba ich upiększać! Że co, że są za bardzo agresywne? A kogo to obchodzi? Po co hamować przedsiębiorczość! Jak się coś rozwija to od razu trzeba przeszkadzać! Nie bardzo są one polskie, ale za to europejskie! A jakie mają być, zaściankowo-rzeszowskie? Nie wiadomo dlaczego pokazywane są jakieś reprodukcje znanych i mniej znanych autorów (nie tylko polskich), prace dziecięce i inne. Co z tego że opatrzone objaśnieniami? Kto by to czytał? Jakieś fragmenty plakatów z akcji charytatywnych? Co to komu daje? Chyba że autorowi wystawy... Może ma jakiś ukryty cel? I kto za TYM stoi? A obrazy? Dobra nazwa! Niektóre rzeczywiście są obraźliwe , tak jak teksty wierszowane, przyczepiające sie do różnych rzeczy... Nie ma o czym mówic... Widać że autor nic sobie nie robi z uwag fachowców i na siłę wprowadza swoje koncepcje. A do tego odgrzewa i przypomina stare dzieje: dawne teksty i dawne tematy obrazów. A przecież one się przeżyły. Nikt już tak nie maluje! Na wielkich wystawach i festiwalach królują nowe media i instalacje. No ale jak ktoś tego nie rozumie, no to robi coś dziwnego... Tak jak w tym przypadku. Fenomenalne, rewelacyjne toto nie jest. Niczego nie obala, awangardy nie przypomina. Z drugiej strony nie zaskakuje błyskotliwą wnikliwością i głębią. Nawet jeśli próbuje to robić, to nie jest to oczywiście oczywiste, co z całym przekonaniem, przy oględnym obejrzeniu stwierdzam.

Wasz Antoni Masztalski Rzeszów, listopad 2006